sobota, 8 grudnia 2012

kłopoty na trasie


Po męczącym dniu w pracy wychodzę na trening. Oczywiście z założeniem, że w ten sposób rozładuję stres i dodam sobie energii na resztę dnia. Czy na pewno? Okazuje się, że niekoniecznie... Nie raz zdarzyło się, że wróciłam z treningu bardziej sfrustrowana i zniechęcona. Przyczyna tego stanu jest bardzo trywialna: brak kultury na drodze! Lub jak kto woli, zwyczajny ludzki egoizm. Prosty przykład: biegnę ścieżką pieszo-rowerową. Pasy są wyraźnie oddzielone grubą, ciągłą, białą linią. Gdyby ktoś jednak tej linii nie zauważył, dodatkowo na ścieżce rowerowej namalowano poziome oznakowania. Wydawałoby się, że to ułatwi swobodne poruszanie się. I tu Was zaskoczę! Okazało się, że to wcale nie jest takie oczywiste, jak być powinno.
Biegnę sobie spokojnie, wsłuchując się w rytm muzyki. W pewnym momencie na „mojej” ścieżce  dostrzegam rowerzystę z wrogim wyrazem twarzy. Widzę, że rusza ustami... chyba coś do mnie mówi, więc wyciągam grzecznie słuchawki z uszu. W tym samym momencie pożałowałam, że je wyciągnęłam. Wysłuchałam nieocenzurowanej litanii na temat mojej bezmyślności. (Czy na pewno mojej? J ) Wyjaśniłam panu, że ścieżka rowerowa znajduje się obok i tam mu nikt nie będzie przeszkadzał. W związku z tym usłyszałam jeszcze, że jestem bezczelna i nie szanuje starszych osób... Wolałam nie wdawać się w dyskusję. Dałam się wyprzedzić i poczłapałam dalej. Nastrój niestety pogorszył się i bieg stał się kiepską formą relaksu. Zaczęłam zastanawiać się dlaczego ludzie tak bardzo utrudniają sobie życie? Ktoś wymyśla oznaczenia, próbuje uporządkować komunikację, żeby ułatwić nam życie, a ludzie i tak to ignorują i jeszcze mają pretensje. Ciężka sprawa...
Drugim, równie uciążliwym elementem treningów są psy, a raczej ich właściciele. W końcu to ich obowiązkiem jest dopilnowanie pupila. Z doświadczenia już wiem, ze gdy na horyzoncie pojawia się pies, najbezpieczniej jest zwolnić lub przejść do marszu. Reakcje zwierząt są różne. Niektóre zaczynają biec za nami w myśl zabawy, a jeszcze inne reagują bardziej agresywnie. Aż mi się łydki spinają na widok psa warczącego w stronę moich nóg. A co gorsza właściciele nie reagują! Podczas jednego luźnego wybiegania natknęłam się na pana spacerującego z psem. Szybka ocena sytuacji: pies na smyczy, chodnik szeroki – nie powinno być kłopotów...a jednak! Właściciel luzuje smycz i pies przebiega przez całą szerokość chodnika blokując mi trasę. Zmuszona byłam ustąpić miejsca i zbiec na ulice. Nie oceniłam jednak wysokości krawężnika i dość niefortunnie wykręciłam kostkę. Trening z głowy. Miałam ochotę wysłać tego pana w kosmos, razem z psem. Na ich szczęście ból w nodze nie pozwolił mi tego uczynić. I chyba nie muszę dodawać, że ani pomocy nie było, ani słów „przepraszam”, czy chociażby zwykłego grzecznościowego „czy nic się nie stało?” Otóż stało się! Ludzki egoizm osiągnął apogeum, a moja wiara w życzliwość spadła do zera. No ale nikt nie mówił, że będzie lekko... J Was też spotykają podobne sytuacje podczas treningów? Jak sobie z nimi radzicie? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz