poniedziałek, 28 grudnia 2015

Test bluzy Myprotein

Zima jak zwykle zaskoczyła. Nie tylko drogowców, ale i nas – sportowców. Odwieczny problem, jak ubrać się na trening zimą, został rozwiązany. Zima zastrajkowała, dzięki czemu możemy wyjść na trening w wygodniejszym stroju. Zwykle przy takich temperaturach (6-12 stopni) wystarcza mi bluza termoaktywna i wiatrówka.
Dzięki współpracy z Fitmaminka, której mogę machać po sąsiedzku z okna, stałam się posiadaczką bluzy firmy Myprotein. W związku z zaistniałymi warunkami pogodowymi miałam okazję przetestować bluzę i sprawdzić, jak się zachowa podczas biegu na świeżym powietrzu.
Pierwsze wrażenia, typowo estetyczne, były bardzo pozytywne. Piękna kolorystyka, którą celowo dobrałam, by podkreślała kolor oczu. No cóż… kobiety tak mają J Nie wiem dlaczego, ale od zawsze zwracam uwagę na wykończenie nabywanej odzieży. Czy szwy nie prują się, czy nigdzie nitki nie wystają… nic nie znalazłam, więc kolejny test babskiej upierdliwości zaliczony na plus. Skoro jestem kobietą i zwracam uwagę na wygląd, to zapewne ważne będzie, jak ta bluza układa się na ciele. I tu krytyczne oko zauważyło, że idealnie to ta bluza dopasowana nie jest. Wręcz jest lekko za luźna. Zapewne jest to kwestia rozmiaru, który należy odpowiednio dobrać. Postanowiłam więc przymknąć na to oko. Materiał? Dość przyjemny. W jego skład wchodzi 86% poliester i 14% elastyn, co zwiększa komfort podczas biegu. Bluza powinna się dopasować do ciała i nie krępować ruchów. Producent wspomina na swojej stronie (Myprotein), że materiał, z którego wykonana jest bluza to Windproof. Podobno idealny na każdą porę roku. Hmm… podobno jak coś jest do wszystkiego, to znaczy że jest do niczego. Ale pozory często lubią mylić, dlatego zamiast rozmyślać o walorach bluzy, zwyczajnie ją założyłam i wybiegłam przed siebie.




Pogoda była wietrzna. Temperatura: 10 stopni. Warunki dość łaskawe, jak na testy. Pod bluzę ubrałam termoaktywną koszulkę z długim rękawem. Do kieszeni zabrałam uśmiech i energię na cały dystans. Na szczęście kieszenie zapinane są na zamek, więc nie zgubiłam po drodze tych ważnych elementów J Na otwartej przestrzeni zawiewało troszkę mocniej. Kaptur spisał się w tej sytuacji idealnie. Mimo że jest większych rozmiarów, dopasował się i trzymał na głowie. Kolejny plus to rękawy. Uwielbiam i to BARDZO! kiedy rękawy są dłuższe i z miejscem na kciuka. Nie umiem wytłumaczyć dlaczego, ale właśnie za to daję sporego plusa firmie.
Po 8km biegu pod wiatr bluza była sucha. 
Pewnie koszulka pod nią wchłonęła sporą ilość potu. Jednak bluza zdecydowanie chroniła mnie przed owianiem i nie czułam, żeby było mi zimno czy choćby odrobinę wilgotno. Spełniła więc warunki.
W związku z tym, że Zabiegana Ania często jest też zapływana, wykorzystałam bluzę także jako osłonę po treningu na basenie. A jak wiadomo, po basenie jesteśmy bardziej narażeni na owianie. W kolejnej rundzie kolejny punkt dla bluzy.
Zastanawia mnie jednak, jak bluza zachowa się w warunkach deszczowych. Śmiem twierdzić, że ta runda zakończy się minusem. Dlaczego? Materiał nie wygląda na taki, który szybko schnie. Mam dziwne wrażenie, że podczas deszczu namoknie i stanie się dodatkowym obciążeniem. Ale to tylko moje niesprawdzone przypuszczenia. Nie omieszkam sprawdzić i podzielić się spostrzeżeniami przy najbliższej okazji.
Jedyny minus, jaki jest widoczny już na pierwszy rzut (mojego nadgorliwego) oka, to brak odblasków. Teraz większość biegowych ciuchów posiada dodatkowo odblaski, które zapewniają bezpieczeństwo po zmroku. Dlatego tu należy się podwójny minus.
W ogólnej ocenie bluza zdaje egzamin na piątkę. Jest wygodna, przyjemnie się nosi, sprawdza się w normalnych warunkach i przede wszystkim jest śliczna J Nikt mi nie powie, że wygląd się nie liczy… każdy chce fajnie wyglądać. Nawet podczas wypruwania z siebie flaków na treningowych zajazdach J


poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Katorżnik - podwójne zwycięstwo! :)

Bieg Katorżnika – Katuje, upadla i miesza z błotem…

To hasło przewodnie tej jakże już prestiżowej imprezy organizowanej przez Wojskowy Klub Biegacza META w Lublińcu. Tegoroczna, jedenasta edycja okazała się rekordowa pod względem frekwencji. Niemalże 1400 śmiałków pojawiło się na starcie najbardziej ekstremalnego biegu w Polsce. Czym jest Bieg Katorżnika? To impreza wzorowana na systemie szkoleń i selekcji jednostek komandosów. Trasa nigdy nie jest do końca znana. Wiadomo, że prowadzi przez jezioro, szuwary, błoto, bagna, rowy melioracyjne zawierające mnóstwo przeszkód. Kłody pod nogi rzucane są wszędzie. Organizator zapewnia jednak, że to nie jego sprawka. Przeszkody są tworzone naturalnie. Połamane drzewa, konary zatopione w bagnie, betonowe śluzy, pomosty, to tylko początek niespodzianek.
Żeby zapisać się na bieg, należy wykazać się dużym refleksem. Otóż w tym roku listy startowe zostały zapełnione już po 5 minutach! Co sprawia, że aż tylu śmiałków chce zmierzyć się z tą trasą? Chęć pokonania własnych słabości, sprawdzenia się w katorżniczych warunkach no i ta możliwość wytaplania się bezkarnie w błocie! Po same uszy J Jeszcze czuję ten zapach błota… Organizator uprzedza wszystkich chętnych: „nie tylko pot i łzy, ale naprawdę dużo krwi, skręceń, zerwań i zasłabnięć jest nieodłącznym elementem tych zawodów. Pomimo przebywania w wodzie, dręczyć będzie Was pragnienie, a w chwilach słabości nie otrzymacie pomocy”.
Mój start w tej edycji nie był oczywisty. Życie weryfikuje plany i o tym, że jednak będę mogła pobiec, dowiedziałam się w ostatniej chwili. To miał być mój drugi start. Kiedy zobaczyłam swoje nazwisko na liście startowej odetchnęłam z ulgą. Udało się! Kategoria VIPy i dziennikarze. Zaszczyt wystartowania z bardzo ciekawymi osobowościami.
Grupy startowe są podzielone:
10:00 – Bieg Mężczyzn.
10:10 – Mikro katorżnik
10:25 - Mini Katorżnik
10:40 - Mały Katorżnik oraz jednocześnie Bieg Babci i Dziadka 11:00 – Bieg Mężczyzn.
11:30 – Bieg VIP i Dziennikarzy.
12:00 – Bieg Kobiet.
13:00 – Galernik Team.
14:00 – Bieg Mężczyzn.
15:00 – Bieg Mężczyzn.

W przeciwieństwie do pierwszego startu, ten był spokojniejszy. Już wiedziałam co mnie czeka. Adrenalina była, ale raczej umiarkowana. Pływać się nauczyłam, więc nie miałam żadnych większych obaw. Przy pierwszym swoim starcie niestety nie umiałam jeszcze pływać, a umiejętność ta okazała się niezbędna. Momentami woda mocno zakrywała, a pokonać ją jakoś trzeba było. No cóż… na szczęście były na trasie dobre dusze, które pomagały przetrwać. Tak naprawdę wszyscy nawzajem sobie pomagali. Tak było i tym razem. Warunki były ciężkie, trasa bardzo wymagająca, a swoje pięć groszy dorzuciła pogoda. Rekordowe upały były kolejną naturalną przeszkodą. Teoretycznie dzięki wysokim temperaturom błota miało być mniej. W związku z tym trasa została wydłużona do 12,5 km. W trakcie okazało się, że błota nie brakowało. O ile przedzieranie się przez jezioro było przyjemne i orzeźwiające, to błota każdy miał po dziurki w nosie. I to dosłownie! Wcale nie było go mniej J No ale o to chodziło, żeby nie było lekko. Momentami na trasie zaskakiwały żaby, zaskrońce, pijawki… zdecydowanie zagrzewały wszystkich do walki. Czas urozmaicały pogaduchy i opowieści innych uczestników. Dzięki temu kilometry mijały nadzwyczaj przyjemnie. Jednak gdzieś na 5 km odłączyłam się od grupy gawędziarzy i znacznie przyspieszyłam. Do momentu, aż znalazłam przed sobą Pana leżącego w błocie. Skurcz. Bardzo częsta przypadłość. Różnice temperatur w wodach powodowały właśnie takie niespodzianki. Raz woda była zimna, innym razem miało się wrażenie, że wpadło się do jakiejś ciepłej zupy ;) Pomogłam Panu rozciągnąć mięsień, rozmasować i pognaliśmy dalej. Po drodze takich przypadków było jeszcze kilka. Każdy był gotowy do pomocy. W pewnym momencie sama jej potrzebowałam, ponieważ gdzieś na 8-9 km skręciłam kostkę. Usłyszałam tylko chrupnięcie i runęłam w błoto. Noga pulsowała i nie mogłam się ruszyć. Każdy chciał wzywać dla mnie pomoc, żeby ściągnąć mnie z trasy… ale uparłam się, że nie zejdę. Przecież ja się nigdy nie poddaję! Posiedziałam 5-10 minut w miejscu, rozmasowałam kostkę, rozruszałam i pomalutku poszłam dalej. Bolało, jak cholera. Zacisnęłam zęby, tempo zminimalizowałam i ostrożnie stawiałam każdy krok. W błocie było pełno konarów, korzeni i nierówności, a więc moja noga była narażona na kolejne niespodzianki.  Po chwili ból stabilizował się, a ja nabierałam prędkości. Kiedy tylko się dało – biegłam i nadrabiałam zaległości. Było mi już wszystko jedno. Kolejne śmierdzące bagno nie robiło na mnie już wrażenia. Ból także. W pewnym momencie o nim zapomniałam. Adrenalina skutecznie mnie znieczuliła.


Trasa ciągnęła się w nieskończoność. Z oddali było słychać krzyki dochodzące z mety, ale końca biegu nie było widać. Słońce jakby na złość rozgrzewało się coraz mocniej. Miałam dość. Moja psychika szwankowała, bo było mi źle, gorąco, nie było czym oddychać i najgorsza była nieświadomość, ile zostało do końca. Wiedziałam jednak, że użalanie się nad sobą mi nie pomoże. Spięłam się w sobie, zacisnęłam kolejny raz zęby, wyłączyłam myśli i biegłam pokonując kolejne przeszkody. W końcu z oddali wyłoniły się znajome widoki. Plaża, przy której znajdowała się meta. Nareszcie! Nim do mety dobiegłam musiałam pokonać jeszcze kilka niespodzianek. Czołganie pod drutem kolczastym, który był wyjątkowo nisko i jeszcze kilka opon i belek drewnianych i jeszcze kilka metrów i ostatni konar do przeskoczenia i jest! Podkowa wisi na mojej szyi. Ogromna, ciężka, odzwierciedlająca wysiłek na trasie. Na mecie dowiaduję się, że z pań w mojej kategorii jestem pierwsza. Czas 3h 44 min. Szaleństwo! Organizatorzy zapraszają na podium, a tam otrzymałam złotą podkowę z rąk Dowódcy Jednostki Wojskowej Komandosów. Kiedy Pan pułkownik pomógł mi zejść z podium, okazało się, że to nie koniec atrakcji. Musiałam wrócić na podest, ponieważ oprócz pierwszego miejsca w kategorii dziennikarek, zajęłam jeszcze drugie miejsce w kategorii VIP (kobiety). Podwójne zwycięstwo! I w takich momentach człowiek docenia swoją siłę charakteru. Warto wyjść ze strefy komfortu, by posmakować zwycięstwa. Tak naprawdę każdy kto ukończył ten bieg jest zwycięzcą! Satysfakcja jest ogromna. Przede wszystkim z pokonania własnych słabości. W takich ekstremalnych warunkach odkrywamy swoje nowe JA, którego nie znamy na co dzień. Dlatego warto sprawdzić się i wystawić na próbę swój charakter ;) Polecam każdemu!

I zapomniałabym o najważniejszym… Na Biegu Katorżnika serwują najlepszą grochówkę na świecie! J

niedziela, 12 lipca 2015

Maraton Komandosa - przygotowania rozpoczęte!

12 km - 5 kg na grzbiecie - śr. tempo 6'43/km
Przygotowania do Maratonu Komandosa rozpoczęte!!! Emotikon grin
Pierwsze 4 km były najgorsze. Wojskowe plecaki są projektowane raczej pod mężczyzn, stąd ciężko mi go idealnie dopasować do swojej sylwetki, by podczas biegu nie podskakiwał. To dodatkowo obciąża plecy... Wszystkie paski maksymalnie ściągnęłam, ale to niestety nie pomogło Emotikon frownpo 4 km było już mi wszystko jedno i przestałam przejmować się skaczącym obciążeniem Emotikon wink
Na 11 km pojawiła się kumpela na rowerze i naprawdę miałam ochotę wskoczyć jej na bagażnik! Miałam już lekko dość... Ramiona plecaka obcierały skórę, słońce doskwierało...marzyłam o wielkim zimnym basenie! Emotikon grin
Ogólnie nie było najgorzej Emotikon smile sądzę, że z czasem, kiedy będę zwiększać obciążenie, plecak będzie mniej podskakiwać Emotikon wink wraz z obciążeniem i kilometrażem będzie też rosła forma Emotikon grin
Jak na pierwszy raz...nie jest chyba najgorzej Emotikon wink

wtorek, 30 czerwca 2015

Eksplozja szczęścia! :D

Tak wygląda szczęśliwa Ania! Zabiegana Ania Emotikon grin Zwana też czasami "niebieskooka" Emotikon tongue 


Skąd to szczęście? A bo sobie dziewcze pobiegało, to i micha się cieszy Emotikon tongue Bo ja z reguły roześmiana jestem Emotikon tongue Bo marzenia się spełniają! Emotikon grin Bo zamknęłam dziś pewien rozdział w swoim życiu i od jutra otwieram nowy Emotikon wink Bo jestem już po jednym treningu, a przede mną jeszcze dwa Emotikon grin Bo... mogłabym jeszcze wiele wymieniać, bo... dlaczego nie?! Zawsze jest jakiś powód do radości Emotikon grin


I mimo, że było duszno, parno i upał doskwierał dość mocno to i tak biegło się fantastycznie Emotikon grin Bo właśnie na tym polega pasja! Kochamy to nie tylko, jak jest lekko i przyjemnie, ale i wtedy, kiedy jest ciężko i paskudnie Emotikon wink A jak jeszcze mamy do tej walki fantastyczne towarzystwo, to już w ogóle jest bajka Emotikon grin 



Zajarana Ania Emotikon grin Emotikon grin Emotikon grin hehe a od jutra proszę o trzymanie kciuków! Wywracania życia do góry nogami ciąg dalszy nastąpił!!! Pierwsze dni w nowej pracy... pewnie będzie stresssssss Emotikon grin ale przecież sama tego chciałam Emotikon grin
Jak zmiany, to tylko na lepsze! Emotikon grin Ahoj przygodo! Witaj armio!!!!! 

czwartek, 25 czerwca 2015

3 Nocny Półmaraton Wrocław

FUCK YEEEAAH!!! 

Tak, jak zakładałam - czas sprzed miesiąca poprawiony aż o 10 minut! Emotikon wink 

7,5 tysiąca osób na starcie... Cudowna atmosfera, świetny bieg... Co tu dużo mówić! Życiówka jest Emotikon smile 37 miejsce wśród dziennikarzy Emotikon smile świetna oprawa podczas całej trasy, dzięki czemu biegło się naprawdę bajecznie Emotikon grin kibice również się spisali i dzielnie dopingowali Emotikon grin
Po wszystkim szybki powrót do domu 3 godziny snu i kolejna wycieczka! Tym razem wędrówka na Śnieżnik. Około 23 km + plecak 8,5 kg - czas 4,5h
Czuję się jakby przejechał po mnie czołg! Ale jak zawsze z uśmiechem Emotikon wink

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Test zegarka inkWATCH TRIA

Od jakiegoś czasu mam przyjemność testować zegarek inkWATCHTM TRIA. Idealny dla zjadaczy kilometrów zarówno na trasie biegowej, rowerowej, jak i w wodzie. Idealna opcja dla tych, którzy chcą sumiennie wypełniać i kontrolować swoje treningi. Jego wielofunkcyjność może wywoływać poczucie, że jest on także nieco skomplikowany w obsłudze. Jestem kobietą, która ucieka od wszelkich nowinek technologicznych, ponieważ przerastają mnie i przerażają jednocześnie. Zawsze mam poczucie, że coś zepsuję, źle nacisnę i przeze mnie coś wybuchnie. Wzięłam zegarek do ręki, ponaciskałam, poprzełączałam i nic nie wybuchło! Intuicyjnie skakałam po wszystkich opcjach odkrywając kolejne walory tego sprzętu. Ale może zacznę po kolei.


Przede wszystkim inkWATCHTM TRIA to zegarek z wbudowanym modułem GPS, który reaguje już od pierwszej sekundy jego pracy. Większość podobnych zegarków znanych marek potrzebuje odrobiny czasu, by „zaskoczyć” i złapać sygnał. Jest to nieco męczące, zwłaszcza gdy za oknem chmury i deszcz. Sygnał wtedy jest słabszy, a czas jego wyszukiwania dłuższy. Na szczęście z inkWATCHTM TRIA nie miałam takiego kłopotu. Zarówno przy pogodzie słonecznej, jak i deszczowej zegarek włączałam i od razu biegłam. Ani razu nie musiałam czekać na sygnał. Co więcej, jest on tak czuły, że wyłapuje wolniejszy ruch, dzięki czemu można go także stosować przy pieszych wędrówkach.

Sami ustalamy, co ekran zegarka ma wyświetlać i w jakiej kolejności. Czy ma to być czas treningu, dystans, średnie tempo, aktualne tempo, spalane kalorie. Ustawiamy także cel na dany trening, który chcemy osiągnąć i zegarek, niczym niezawodny trener osobisty, zasygnalizuje nam moment, w którym ten cel zrealizujemy. Będzie przypominać o zmianie tempa, a nawet bezlitośnie przypomni tempo ostatniego, przebytego kilometra. Zrobi wszystko tak, jak chcemy. Musimy go tylko odpowiednio zaprogramować. Z tym nie ma większego kłopotu, ponieważ zegarek posiada bardzo proste menu i pozwala w szybki sposób dostosować jego pracę do własnych potrzeb. Osobiście podczas biegania nie miałam z nim żadnych kłopotów. Rzetelnie pokazywał wszystkie parametry treningu i pozwalał skupić się na przyjemności, jaką jest przebieranie nogami ;) A o to przecież biega! ;) Na koniec, po zapisaniu treningu, wyświetla wszystkie dane: data treningu, czas rozpoczęcia treningu, czas wykonanego treningu, dystans, spalone kalorie, średnie tempo biegu i czas jednego okrążenia. W zależności, jak ustawimy w opcjach, zegarek odmierza ilość okrążeń. Jest to nic innego, jak międzyczasy. Jedno okrążenie ustawiłam na dystansie 3 km i w przeciągu całego treningu system dodatkowo rejestruje w jakim czasie zrobiłam każde kolejne 3km. Dzięki temu wiem, która część biegu była słabsza, a która zdecydowanie mocniejsza.

Warto dodać, że zegarek jest przystosowany do pracy nie tylko na zewnątrz, ale i w pomieszczeniu. Musi jednak do tego być podłączony czujnik tętna. Czujnika nie posiadam. Aby móc skorzystać z tego dobrodziejstwa, należy dodatkowo zakupić sensor pulsu. Nie jest on zawarty w podstawowej wersji zegarka. Co uważam za dość rozsądne rozwiązanie. Jeżeli ktoś tego nie potrzebuje, nie musi dodatkowo przepłacać. Oprócz czujnika mierzącego puls (tętno serca), możliwe jest jeszcze dokupienie czujnika kadencji. Każdy kto chce rozwinąć możliwości sprzętu, może sam tego dokonać, wedle własnych upodobań. Jak już wspomniałam, posiadam wersję podstawową zegarka, zatem skupię się na tej opcji.


Trening na rowerze stacjonarnym, jak i bieg na bieżni mechanicznej mi odpada. Rower w terenie, tak samo jak bieganie – praca zegarka jest bez zarzutów. Zostało jeszcze do przetestowania pływanie. Producent zastrzega, że GPS mierzy dystans, ale tylko na wodach otwartych. Kryte pływanie nie wchodzą w grę. Naszła mnie pewna myśl, by lekko oszukać system i spróbować treningu w basenie. Początkowo miałam opory, by w ogóle zanurzyć zegarek w wodzie. W opisie zegarka jest uwzględniona jego wodoszczelność do 50m głębokości. Jeśli się jednak nigdy nie pływało z zegarkiem – opory mogą być. Na szczęście były one nieuzasadnione. Test na wodoszczelność przeszedł celująco. Niestety nie udało się go oszukać. Inteligentna bestia! Treningu mi nie zmierzyło, ale jak tylko zrobi się cieplej, wypływam na wody otwarte i wtedy już nie powinno być problemu z sygnałem GPS.

Menu zawiera dodatkowo foldery:

·     jogging, w którym śmiało możemy rejestrować piesze wędrówki. Ciekawe rozwiązanie, by nie mieszać sobie wyników biegowych z pieszymi;
·     trening, gdzie możemy ustawić konkretny trening do wykonania. Interwały, podbiegi, co tylko chcemy! Nasz wirtualny trener w odpowiednim momencie zasygnalizuje zmianę tempa i nie ma możliwości oszukania go. Nie słucha naszych umizgów, że „jeszcze nie teraz”. Jak sobie ustawiłeś, tak masz! Jest bezkompromisowy ;)
·         historia, to tutaj zapisywane są wszystkie nasze wypociny. W każdej chwili możemy je odtworzyć i podziwiać;
·      rekordy, zapisywane są automatycznie, zaraz po ich zarejestrowaniu. Każda dyscyplina ma swój osobny folder, gdzie wymienione są najpopularniejsze dystanse. W momencie „pobicia” ostatniego rekordu, jest on natychmiast aktualizowany;
·         ustawienia pozwalające na spersonalizowanie zegarka i przystosowanie go do własnych potrzeb;

Zatrzymam się na chwilkę przy ustawieniach, ponieważ zegarek inkWATCHTM TRIA ponownie mnie zaskakuje. Pozytywnie! Po wejściu w folder „system” ustawiam język (do wyboru polski, angielski i niemiecki), alarmy (w zależności czy ma to być dźwięk, wibracje czy podświetlenie ekranu), jednostki w jakich mają być mierzone treningi – to jest akurat normalne. Wchodzę w kolejny folder „czujniki” i znajduje tu takie ciekawostki, jak:
  • ·         Puls
  • ·         Kadencja
  • ·         Krokomierz
  • ·         Poziomowanie
  • ·         Geolokacja
  • ·         Kompas

Czujniki pulsu i kadencji nie wyświetlą mi żadnych danych prócz informacji, że brakuje dodatkowego sensora. Krokomierz pokazał mi ilość zrobionych kroków podczas wszystkich treningów. Poziomowanie – na ekranie wyświetlają się dwie poziomeczki (pionowa i pozioma) i w zależności od położenia zegarka, wskazuje poziom równości położenia. Geolokacja wskazuje moc sygnału GPS (zawsze pokazuje największą moc). I na deser największe zaskoczenie… Kompas! Pokazuje nasze aktualne położenie ze wskazaniem kierunków stron świata. Przyda się przy leśnych i górskich wędrówkach ;) O ile bateria nie padnie! Jak podaje producent, jest wytrzymała do 60 dni w trybie zegarka. W trybie GPS natomiast bateria wytrzymuje do 11h. Ładowanie zegarka jest bardzo łatwe i szybkie. Podłączamy kabel usb do komputera i się ładuje! Kto ma wtyczkę umożliwiającą podłączenie usb do kontaktu, podłącza do kontaktu. Ot cała filozofia ;)

Jak już mamy zegarek podłączony do komputera, można przy okazji „przerzucić” treningi na portal społecznościowy. Pliki zapisywane są w formacie GPX, co umożliwia eksport danych na większość znanych portali.
Z dodatkowych ciekawostek warto wspomnieć jeszcze o funkcji „Smart Pause”, która sama wyczuwa, że użytkownik zatrzymał się i wstrzymuje licznik.
Z opisu zegarka dowiadujemy się również, że możemy porównywać swoje wyniki z wirtualnym partnerem. Osobiście jeszcze tego nie przetestowałam, ale z czasem myślę, że i ten temat się ogarnie.

Sami widzicie, że jest tego sporo. Pewnie zastanawiacie się ile kosztuje to cudo… otóż porównując ceny markowych zegarków, ten jest jednym z tańszych. 699 zł za tak urozmaicone menu, to nie jest dużo. Do tego zgrabny, wygodny, idealnie układający się na ręce, a na co dzień może służyć nam jako zwykły zegarek.
Nie wiem jak Wy, ale ja to kupuję! Zegarek mnie przekonał i szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie treningu bez niego… w końcu wszystko precyzyjnie mam zmierzone! Już nie powiem trenerowi, że kilometr zgubił mi się na trasie, albo że nie wiem czy udało mi się osiągnąć zadaną prędkość, ale chyba biegłam bardzo szybko skoro lakier z paznokci aż odleciał J
Jest tylko jeden minus… zegarek nie robi zdjęć J A szkoda! Lubię uwieczniać piękne widoki w trakcie biegania.


Dodam tylko, że w razie problemów technicznych, które oczywiście miewałam (jak już wspominałam - jestem zielona technologicznie) serwis służy pomocą. Jeżeli się da, eksperci udzielają wskazówek drogą e-mail'ową. Jeśli jednak problem jest większych rozmiarów, firma wysyła kuriera, który odbiera od nas zegarek i w tak ułatwiony sposób trafia on do serwisu, gdzie udziela się mu pierwszej pomocy i reanimacji ;) Full serwis! 

sobota, 6 czerwca 2015

Ania wypływa na wody otwarte!

Ja pierdykam... Pierwszy raz w życiu wypłynęłam na otwarte wody!!! Emotikon grin
Na totalnym spontanie...sekunda zastanowienia i już zbierałam zabawki nad wodę Emotikon grin
Pierwsze odczucia? Strach...mimo że byłam pod opieką dwóch doświadczonych ratowników. Dostałam deseczkę ratunkową, jako dodatkową asekurację i...hop do wody! Emotikon grin a woda rześka była Emotikon grin
Pierwsze metry były straszne... Nie wiedziałam jak płynąć. Próbuję kraulem, ale miałam wrażenie, że mieliłam wodę w miejscu. Poza tym nic nie widziałam pod wodą! Jeden wielki muł...Nie było żadnego punktu odniesienia... przeszłam na żabkę, ale tak też nie czułam się bezpiecznie. Sztywna, jak kłoda nie potrafiłam się wyluzować! Dostałam więc krótką lekcję, jak płynąć i nagle poczułam luz...że faktycznie płynę! Jak to koleżanka ładnie określiła, płynęłam niczym córka prezydenta z osobistą obstawą Emotikon grin ja w środku, a ratownicy torowali trasę Emotikon grin
Czad! Drugą długość przepłynęłam kraulem bez żadnej przerwy Emotikon grinzdecydowanie pływanie na otwartych wodach nie ma nic wspólnego z pływaniem na basenie!
Dla wprawionego pływaka to może wydawać się śmieszne, ale dla mnie to ogromne wyzwanie Emotikon smile przypomnę, że dopiero 1,5 roku temu pierwszy raz weszłam do wody i podjęłam naukę pływania Emotikon wink stąd tak duża zajawka dzisiejszym osiągnięciem Emotikon grin

poniedziałek, 1 czerwca 2015

RUNMAGEDDON w Beskidach

Porcja pierwszych zdjęć z Runmageddonu w Beskidach Emotikon grin 
(Dzięki https://instagram.com/a__max/
Razem z Fitmaminka dzielnie walczyłyśmy na trasie Emotikon grin 
Współpraca to była podstawa, bez tego byłoby jeszcze ciężej Emotikon grin 
Po raz pierwszy w życiu natrafiłam na potężną ścianę... i nie umiałam jej przebrnąć Emotikon tongue na szczęście nie była to ściana w głowie tylko taka wstrętna, bardzo stroma, po której skakałam i nie dosięgałam do łańcuchów, bo zamiast stać w kolejce po wzrost, to stałam nie wiem po co Emotikon tongue Oparłam się o nią, bo kto mi zabroni? Emotikon tongue i zaczęłam odprawiać dzikie modły w głowie, żeby tak nagle ta ściana zniknęła:D Na szczęście chłopaki wyciagnęli pomocną dłoń i wspólnymi siłami udało się ścianę pokonać Emotikon grinuuufff...! W nagrodę kąpiel błotna Emotikon grin to już była "czysta" przyjemność 









Relacja z całości biegu już wkrótce ;)


poniedziałek, 18 maja 2015

Półmaraton opolski - surowa lekcja dietetyczna!

Może zacznę od pozytywów...
Życiówka jest - czas poprawiony o 10 minut Emotikon wink
19 miejsce w kategorii K20
Ostatnie 6 km - pełny odlot Emotikon heart
Wspaniała atmosfera
Doping znajomych, który uratował mi życie Emotikon kiss
(jesteście najlepsi!!!)
I to tyle jeśli chodzi o pozytywy dzisiejszego pómaratonu Emotikon wink
Przed samym startem roznosiła mnie szatańska energia Emotikon grin Nic, ale to NIC nie zapowiadało dramatu, który uprzykrzył mi zabawę Emotikon unsure Chociaż...może jakby Andzia pomyślała, co szykuje na śniadanie, to by przewidziała, że żołądek nie pozwoli jej biec tak, jakby chciała! Już po pierwszym km czuję kolkę - pikuś. Po drugim km zaczynam czuć ból w żołądku... nie jest dobrze! Modlę się, żeby szybko przeszło Emotikon grin Wiatr, który skutecznie spowalniał tempo, dodatkowo osłabiał mój żołądek Emotikon unsure Zwolniłam do tempa 6:50/km i zastanawiałam się czy jeśli oddam naturze swoje śniadanie, to będzie mi lżej? Czy jeszcze bardziej zmęcze żołądek? Momentami było blisko, by żołądek sam podjął za mnie decyzje. Tańczył kankana, robił fiflaki, zupełnie jakby nie obchodziło go, że ja tu biegnę! Na szczęście... wszystko zostało na swoim miejscu Emotikon grin
Męczyłam się tak przez... uwaga... 15km!!!! Emotikon grin Emotikon grin Emotikon grin Nie wiem co się stało, że nagle żołądek odpuścił i pozwolił mi biec Emotikon grin przez jakieś pół kilometra biegłam jeszcze asekuracyjnie, żeby go nie wkurzać Emotikon tongue W końcu zaczęłam nabierać wiatru w żagle Emotikon grin odżyłam, a moje nogi zachłyśnięte prędkością prowadziły mnie na tempo niemalże równe z prędkością światła Emotikon tongue Emotikon grin GPS zarejestrował najszybszy km w tempie 4:18 Emotikon grin Zaczęła się zabawa! Piąteczki z kibicami, wyprzedzanie każdego napotkanego zawodnika, uśmiechy do fotografów Emotikon grin Proszę... jak niewiele trzeba, by się dobrze bawić Emotikon grin Po drodze mijałam mnóstwo znajomych uśmiechów, które ładowały we mnie energię Emotikon grin Energia przekładała się na prędkość i chyba stąd ten nie najgorszy wynik Emotikon grin
TO DZIĘKI WAM TEN OSTATNI ODCINEK BYŁ TAK FANTASTYCZNY!!!! Emotikon heart Emotikon heart Emotikon heart
Na 18 km miałam nadzieję, że jeszcze uda mi się zejść z czasem poniżej 2h. Niestety nie udało się. Aczkolwiek życiówka jest Emotikon wink Więc chyba nie było tak najgorzej Emotikon tongue
Wszystkim pozostałym biegaczom serdecznie gratuluję!!!! Było ciężko, to wiecie Emotikon grin Wiatr naprawdę dał nam popalić! Dlatego meta smakowała jeszcze bardziej Emotikon grin

*******
Wnioski po starcie:
Jedenaste....
Nie dodawaj biegaczu orzechów do owsianki przed startem, bo Ci to śniadanie bokiem wyjdzie! Albo innymi otworami Emotikon grin albo będziesz się męczyć przez 3/4 trasy i urządzać dyskusję z żołądkiem szukając kompromisów...a nawet zrobisz dla niego wszystko, byleby odpuścił Emotikon grin Bo żołądek to tak naprawdę bezduszna i bezkompromisowa bestia...
Nigdy więcej!!! Emotikon smile mam nadzieję, że ta lekcja zostanie zapamiętana raz na zawsze Emotikon wink

piątek, 1 maja 2015

Rozpoczęcie sezonu biegowego

Z taką ekipą to ja mogę codziennie robić życiówki! Emotikon grin Emotikon grin Emotikon grin
Tak, tak... Emotikon smile właśnie tak! 54 minuty i cholerne 3 sekundy Emotikon tongue Nie wiedziałam czego się spodziewać dziś, bo dawno nie startowałam Emotikon smile Co więcej, wcale nie biegło mi się lekko, mimo że pogoda była idealna! Jakoś tak ciężko...dopiero po 4 km złapałam wiatr w żagle i leciałam już jak w transie Emotikon tongue No i na koniec chore ambicje nie pozwoliły mi dać się wyprzedzić facetowi Emotikon tongue Facet chyba miał jeszcze większe ambicje, żeby nie dać się wyprzedzić babie Emotikon grinścigałam się z nim przez cały ostatni kilometr...kiedy on równał się ze mną, ja przyspieszałam, aż w pewnym momencie za szybko wyrwałam do przodu Emotikon tongueMyślałam, że to już meta za zakrętem, a okazało się, że jeszcze 200m zostało... źle to rozegrałam i była szybka kalkulacja. Jeśli nie odpuszczę (ja miałabym odpuścić?) to wyrzucę z siebie całe śniadanie (Trener byłby dumny Emotikon tongue ) Zawiodę Was, bo odpuściłam Emotikon tongueSzkoda mi było śniadania, bo było za dobre, żeby je marnować Emotikon tongue I zwyczajnie nie chciałam facetowi obciachu robić przy tak licznej ekipie kibiców i pozwoliłam się wyprzedzić Emotikon tongue A co tam Emotikon tongue Ambicje nie są zaspokojone Emotikon tongue Ale życiówka w kieszeni jest Emotikon smile Może kiedyś uda mi się zejść poniżej 50 minut... Emotikon tongue jest nad czym pracować!
Sezon biegowy uważam za otwarty! 10kilometrowa trasa zaliczona. Teraz chwila odpoczynku i wieczorem trening Runmageddon!  Czas zacząć przygotowania!! Start w Runmageddonie już za miesiąc 
Emotikon grin

czwartek, 16 kwietnia 2015

Sąsiedzki trening :)



Wiecie co jest najfajniejsze w treningach? To, że można dowolnie zmieniać zarówno ćwiczenia, jak i towarzystwo, miejsce... no i tak zmieniłam (znowu) za namową sąsiadki :) Obie trenujemy dość wytrwale, obie opisujemy swoje perypetie na blogu i tak na dobrą sprawę obie mogłybyśmy sobie pomachać z okna, tak blisko siebie mieszkamy. To musiało skończyć się wspólnym treningiem :D Zabiegana Ania i Fit Maminka! A razem z nami Nessi, które zdecydowanie obie uwielbiamy :D Niezły z tego wyszedł trójkącik! :D 

Wybrałyśmy się na crossfit, gdzie sprawdziłam swoje siły pod okiem innego trenera. Miałam obawy czy dam radę, bo słyszałam, że trener ten lubi spuszczać solidne manto! No, ale ja lubię, jak się ktoś nade mną pastwi ;) Spróbowałam... lekko nie było! Było ciężko. Dawałam z siebie wszystko, ale sporo mi jeszcze brakuje. No cóż... jest nad czym pracować! Mogłabym się wytłumaczyć, że przed crossem zaliczałam solidne podbiegi i byłam już na lekkim zmęczeniu :P ale nie o to chodzi, by się usprawiedliwiać. Trzeba zacisnąć zęby i docisnąć tempo :) W końcu trening czyni mistrza! :D Podsumowując... trening mnie zabił :D było super i może od czasu do czasu wrócę tam na gościnne występy ;) Bo...czemu nie? W fajnym towarzystwie zawsze raźniej i lepiej i weselej ;) Jest mobilizacja, jest siła, jest SATYSFAKCJA! To chyba najważniejsze :)