piątek, 13 września 2013

Uwielbiam ten moment treningu, w którym wyłączam się... głowa przestaje myśleć, oddech sam zaczyna pracować, a nogi biegną same, jak w transie :)

Bo podobno bieganie zaczyna się w momencie, kiedy zapominamy o tym, że biegniemy  :)


12 km  I'm lovin it! :)

czwartek, 12 września 2013

Niesamowite jest to, ilu fantastycznych ludzi można poznać dzięki bieganiu  
Wzajemna mobilizacja w dążeniu do celu rodzi kolejne pomysły, a co za tym idzie - kolejne sukcesy i spełnione marzenia  

Kolejny cel - maraton w Rotterdam  

Mam nadzieję, że się uda 

Póki co, odliczanie do najbliżeszego maratonu... 17 dni!

Już przebieram nogami... ;)


niedziela, 8 września 2013

Drużyna Szpiku

Kolejna porcja wywiadów :) Tym razem dotarłam do drużyny, którą miałam okazję poznać od środka startując z nimi w ubiegłorocznym maratonie w Poznaniu :) są naprawdę wspaniali! :)

Zapraszam do lektury: DRUŻYNA SZPIKU

czwartek, 5 września 2013

Osiedlowe porachunki ;)

Jakieś 3 lata temu, w sumie to nawet dokładnie o tej porze! Prawie :P bo dziś mamy 5 września, a zdarzenie, o którym chcę napisać miało miejsce 3 września :P (cóż za wyczucie czasu :P)
W każdym bądź razie nie zanudzając Was szczegółami…tamtego pięknego, słonecznego dnia, będąc na spacerze z moim pieskiem zostałam zaatakowana przez innego psa. Dokładniej to mój pies został zaatakowany, a ja stając w jego obronie nieźle oberwałam… Jak się okazało – pies latał bezpańsko, bo został zapomniany… i to w jaki sposób! Właścicielka zabrała psa na zakupy i przywiązała go smyczą do barierki sklepu, po czym wychodząc, ewidentnie o nim zapomniała! Ktoś go odczepił, ja miałam pecha, że nie ten czas i miejsce, do szło do szarpaniny między psami, trochę i ja zostałam poszarpana…pomijam, że ludzie widzący sytuacje nawet nie zareagowali tylko stali tempo, jak cielaki :/ Ogarnęłam sytuację. W domu opatrzenie ran. Okazuje się, że z psem trzeba jechać do kliniki, zatem telefon do brata – „zawieź!”. W między czasie z okna obserwowałam kundla, który przez kogoś został ponownie przywiązany do barierki sklepu. I nagle pod sklep podjeżdża samochód…wysiada młody chłopaczek i zabiera psa. Spisałam numery rejestracji i czekam dalej na brata.
Przyjechał, coś tam pokrzykuje na mnie nie wiedzieć czemu…Dopiero w aucie zauważył, jak wyglądam ja… i moja ręka. Obraliśmy więc kierunek: najpierw pies i klinika weterynaryjna, później ja na izbę przyjęć (obdukcja, zastrzyki…pies jeszcze nieznany więc i na tężec i na wściekliznę). W tym całym zamieszaniu zapomniałam powiedzieć bratu, że spisałam numery auta… pada pytanie: a jakie to było auto? Yyyy….takie małe… granatowe ;) ;) ;) No dobra… jedziemy na policję, tam sprawdzili numery, pojechali tego samego dnia do właścicieli. Okazało się, że się przyznali, ze taka sytuacja była, że psa zapomnieli, bo żonę głowa rozbolała…i no tak wyszło… paranoja jakaś. Idąc jeszcze większym skrótem, padło hasło, żeby się DOGADAĆ. Dogadać to rozumiem, że porozmawiać na spokojnie, wyjaśnić sytuację i wspólnie rozwiązać problem…a nie cwaniakować, że ja jako gówniara nie będę mu warunków stawiać i on dostał mandat, przyznał się i dla niego sprawa jest załatwiona… Sprawa ciągnęła się z rok, bo cwaniactwo, jak się okazało sąsiadów z osiedla, nie znało granic. Utrudniali i komplikowali sprawy na wszelkie sposoby. Skoro dostałam na izbie szczepionki to logiczne, że sprawa idzie do sanepidu. Pies został zamknięty na obserwację i musiałam dostarczyć papiery od właścicieli, żeby wykazać, że jest zdrowy… generalnie jeden wielki sajgon, mnóstwo papierologii, robienie na złość i pokazywanie, że NIE BO NIE! A że Ania to uparty osioł i mimo że miałam dość sprawy to się zawzięłam i pokazałam im gdzie raki zimują… Od początku byli na przegranej pozycji, stąd Sąd zadecydował, że mają przystać na moje warunki. Bez dwóch zdań… sprawa wygrana J jeszcze próbowali robić na złość, kombinować, ale z moim pełnomocnikiem była krótka piłka. Tak więc ze spuszczonymi łbami omijają mnie teraz szerokim łukiem na osiedlu, a jak już spotkają w twarz to zawsze coś palną chamskiego. Buractwo :)



Ale po co Wam o tym piszę? Bo wyszłam dziś na trening… i na ostatnim odcinku (1,5km) widzę przed sobą biegacza. No to mi zaraz się włącza lampeczka i zaczynam się ścigać :) Oceniam sytuację… jest ode mnie jakieś 500 metrów dalej, ale biegnie równym tempem, wcale nie wolnym. Przyspieszyłam lekko żeby móc go wyprzedzić. Byłam bez soczewek wiec z daleka nie umiałam ocenić kim jest biegacz. Nim się do niego zbliżyłam traktowałam to jak czystą i zabawną rywalizację. Ale…jak zobaczyłam z bliska z kim mam do czynienia… rywalizacja przestała być zabawą! To był właściciel psa – Burak Cwaniakowaty :) Czując, że ktoś za nim biegnie odruchowo odwrócił się zauważając MNIE! Przyspieszył, a ja za nim… Dobiegając do końca trasy i wbiegając tym samym na osiedle wyprzedziłam go dość mocno i zostawiłam w tyle. Mało się nie skichałam przy tym, ale to nieważne! On tego nie widział. Za to ja widziałam jego minę… kolejną już minę w wersji przegranego. Była bezcenna :) Wróciłam do domu dumna jak paw i hehe no cóż mogę powiedzieć...

Taka sytuacja… :)

wtorek, 3 września 2013

Nessi - test skarpet :)

Zastanawialiście się kiedyś nad tym w jakich skarpetach biegać? Prawda jest taka, że nie każdy w ogóle bierze pod uwagę wybór skarpet technicznych. Niesłusznie! Bo źle dobrane – potrafią uprzykrzyć bieg i zamienić go w katorgę. Możesz mieć formę ponad normę, buty z najwyższej półki…a i tak nie pobiegniesz na wymarzoną życiówkę. Dlaczego? Bo Skarpety są równie ważne, jak i buty! Nie zapominajmy o tak istotnych szczegółach! Osobiście nie wyobrażam sobie startować w „zwykłych” skarpetach. Może i rozmiar jest dopasowany… ale w trakcie biegu nasze stopy ciągle są w ruchu. Jak się okazuje -  skarpetka także. Biegnie razem z nami i gdzieś po drodze się przesuwa, zbacza z toru i nie trzyma się stopy tak, jak powinna. I tu zaczyna się kłopot. Na zawodach nie ma czasu na zatrzymywanie się i poprawianie jej. W związku z tym narażamy się na obtarcia, pęcherze, a nawet odparzenia. I jak dalej biec w takim stanie? Koszmar… Dlatego zachęcam tych, którzy jeszcze nie spróbowali, by zakupić skarpety techniczne. Na rynku jest coraz więcej propozycji i jest w czym wybierać. Ceny też są różne. I tu zaczyna się dylemat… jakie wybrać?

Obecnie testuję skarpety firmy Nessi, które moje stopy od razu pokochały! Nie tylko za kolorystykę, która jest dla mnie istotna. W końcu jestem kobietą… nie żebym dobierała skarpetki pod kolor ubioru, ale jakiś zmysł estetyki istnieć musi ;) Przede wszystkim są idealnie dopasowane. Z czym zawsze miałam kłopot. Mam wąską stopę i mimo że rozmiar na długość był ok, to zawsze coś nie pasowało na szerokość… te skarpety są tak skonstruowane, że ani na milimetr nie odstają. Są jak druga skóra.
85% - Poliamid        
10% - Elastan                    
5% - Gumitex
Skład mówi sam za siebie. Podczas biegu skarpety oplatały moją stopę tak skutecznie, że nie odczułam żadnego dyskomfortu. Są idealnie wyprofilowane, a śródstopie optymalnie ściągnięte, co nie pozwalało na obkręcanie się materiału. Ich  elastyczność to chyba największa zaleta. Szwy przy palcach da się wyczuć, ale nie przeszkadzały mi jakoś specjalnie. Są miękkie, więc nie drażniły skóry. I co najważniejsze? Mimo dużej elastyczności nie uciskają za mocno. To też jest ważne, ponieważ  w momencie mocniejszego ucisku hamujemy przepływ krwi. W efekcie tego narażamy się na szkody. Kolejnym plusem jest materiał pozwalający na swobodne oddychanie skóry. Noga się nie poci, a po treningu skarpeta jest wciąż sucha.
Sami więc widzicie, jak ważny jest odpowiedni wybór skarpet. Dla kogoś kto biega systematycznie i wciąż podnosi sobie poprzeczkę powinien być to świadomy wybór.

Zachęcam do przetestowania tych skarpet, bo są naprawdę dobre, a przy tym cena jest przystępna, bo tylko 14 zł! Firma stawia na jakość i wygodę sportowców, a przy tym dba o niebanalną kolorystykę. Mimo pochmurnego i szarego dnia moje oczy się cieszą. Stopy także ;)

http://www.nessi-sport.pl/kolekcje/kolekcja-foot-line/

poniedziałek, 2 września 2013

Mimo że pogoda dziś szaro-bura, moje niebo wyglądało dziś właśnie tak. Chmury się rozstąpiły i pojawił się uśmiech :) tak mało wystarczy do szczęścia…
Nadwyrężona pachwina po katorżniku nie pozwalała mi biegać… czułam się z tym fatalnie, bo za chwilę maraton – główny cel na ten rok, a ja stoję w miejscu i nie mogę ruszyć. Katorżnik miał być fajną zabawą w tak zwanym między czasie (i był!!!), ale nie przewidziałam tego typu obrażeń. Niektórych rzeczy nie da się przewidzieć. Zdarza mi się, że pewne rzeczy mi się śnią i sny te spełniają się (jestem cholerną czarownicą), ale tego niestety w najśmielszych snach nie przewidziałam :P

W każdym bądź razie, grzecznie słuchałam fachowców i stosowałam się do zaleceń. Przy okazji zamęczałam Was moimi lamentami, bo szlag mnie trafiał, że nie mogę ruszyć dalej z treningami.
Jeszcze wczoraj rano wiało dramatem... dziś z wiatrem pędziłam przed siebie, jak pies spuszczony ze smyczy. Gęba mi się cieszyła i niedowierzałam! Nie ma bólu…jako takiego… 8,5 km w tempie dość swobodnym aczkolwiek zdecydowanym. Coś tam się tliło jeszcze w pachwinie, ale to już nie było to, co jeszcze kilka dni temu mnie hamowało… moim nogom było tak dobrze, że nie chciały się zatrzymać. Płuca po takiej przerwie delikatnie się zasapały, ale nogi nie dały im odetchnąć :D
Fantastyczne uczucie! Teraz mogę ruszyć z kopyta… i mam nadzieję, że tym razem nic mnie już nie zatrzyma :)

27 dni… :) :) :)

niedziela, 1 września 2013

Trening z Intersportem

Nieważny jest wiek, nieważna płeć...ważne są chęci i motywacja! Biegać może każdy i to jest w tym najpiękniejsze :) Na dzisiejszym treningu miałam zaszczyt powitać przeurocze rodzeństwo - Jasia (8lat) i Monikę (4 lata), których energia roznosiła już od samego początku :) Mama miała nie lada zadanie - dotrzymać im kroku! I dzielnie dotrzymywała :) Ciocia Ania jest BARDZO DUMNA!!!! Reszta ekipy też sobie poradziła. Ze 2,5 km wyszło - mniej, więcej - w postaci marszo-biegu. Magda, Karolina, Pani Ela i Tomasz - dzięki za obecność i mam nadzieję, że widzimy się na następnym treningu :)

Jaś chce się przygotować do mini katorżnika. W związku z tym dziś biegał po polach, gdzie błota było pod dostatkiem :D NA koniec nagroda - plac zabaw. Zasłużyli w 100%! :)