czwartek, 11 kwietnia 2013

Biegacz kontra obowiązki

Na zaprzyjaźnionym portalu www.treningbiegacza.pl artykuł o tematyce dość istotnej :) Tym razem opisałam problemy życia codziennego każdego biegacza, z którymi jesteśmy zmuszeni się zmierzyć.
Zapraszam do lektury ==>> BIEGACZ KONTRA OBOWIĄZKI

środa, 10 kwietnia 2013

(...) Tułów jest źródłem całej siły, która wprawia nas w ruch.
To by wyjaśniało sytuację, w której znalazłam się na maratonie. 
W momencie, gdy nogi odmówiły mi współpracy – stanęłam w miejscu. Nie wierzyłam w to, co się dzieje. Chciałam ruszyć, a nogi stały. ERROR! 
Nie chciałam zejść z trasy… nigdy w życiu! Zawsze walczę do końca. 36 km – tak niewiele zostało do mety. Energii miałam mnóstwo, ale nogi zostały odłączone od reszty organizmu. Nieświadoma techniki, jaką zastosowałam zaczęłam napędzać nogi tułowiem. Ruch rąk i tułowia rozkołysał całą resztę. Sprawiłam, że nogi bezwładnie, ale posłusznie człapały za moim ciałem. Przez te 8 km rozkręciłam je na tyle, że na metę mogłam już wbiec. To była heroiczna walka, którą wygrałam.

Teraz, czytając „Bieganie bez wysiłku” zaczynam rozumieć, co zrobiłam z własnym ciałem! Jaką siłę i potęgę ma umysł, że potrafi zmusić ciało do ruchu. To była idealna współpraca. Do dziś mam ciary na plecach, jak o tym myślę. (...)

niedziela, 7 kwietnia 2013

Pierwsza randka zakończona falstartem...

Trening w nowych butach zaliczony, ale… mam mieszane uczucia. Chyba nie zaiskrzyło między nami. Szybka fascynacja przerodziła się w frustrację. A mama zawsze mówiła, że „z ładnej miski się nie najesz dziecko drogie!”. Ale z brzydkiej też jeść się nie chce :P No ale do rzeczy… Od razu na wstępie zaznaczam, że nie jestem ekspertem i technologia amortyzacji w butach jest mi obca. Są to dopiero moje trzecie buty do biegania, w związku z tym nie potrafię ocenić ich pod kątem specjalistycznym. Porównuję je do par poprzednich oceniając przy tym komfort i jakość biegu. No i właśnie… Zakupione przeze mnie buty nie są obuwiem minimalistycznym, aczkolwiek pretendują do biegania naturalnego. Zmniejszona amortyzacja powoduje, że do pracy zostają pobudzone mięśnie stopy, które wcześniej nie pracowały. Dzięki częstej fizjoterapii poznałam część (pewnie tylko minimalną) biomechaniki naszego organizmu. Mój rehabilitant często powtarzał mi, że to, jak stawiam stopę, ma wpływ na resztę ciała, a zwłaszcza na pracę mięśni nóg. Zakładając takie buty powinnam więc mieć na uwadze, że pierwsze wyjście na trasę nie będzie przyjemne. Powinnam również obrać krótsza trasę, by nie przeciążyć stóp. Dałam się jednak zwieść pozorom i zauroczona zaufałam nowym butom. Zakładam je na nogi i są wygodne, mięciutkie, idealnie dopasowane rozmiarem. Nie pomyślałam, że ta wygoda może być pozorna… Pierwsze 3 km były co najmniej dziwne. Nie miałam wrażenia (jak to bywa z nowymi butami), że biegną za mnie. A trochę na taki efekt się nastawiłam. Były po prostu najzwyczajniej w świecie mięciutkie. Na pierwszy rzut oka idealne buty do biegania po twardych nawierzchniach typu asfalt czy chodniki. A takie w 90% trasy pokonuję. Jednak swoją miękkością odbierały dynamikę biegu. Stopa układała się do podłoża całkiem ładnie, ale nie umiała się z tego podłoża odbić. Czułam się, jak w kapciach. Biegłam dalej nie marudząc jeszcze za mocno. Stwierdziłam, że może będzie po prostu wygodnie i lekko. Po zaliczeniu kolejnych kilometrów okazało się, że nie było ani wygodnie, ani lekko. Po 10 km zaczęłam odczuwać mięśnie śródstopia. Wyraźnie zdziwione nagłą pracą chciały się buntować. Chyba pojęły, że nie wiele uda im się zdziałać i starały się wykonać swoją pracę najlepiej, jak mogły. Jak? Przerzucając ból na przód stopy. Palce zaczęły odczuwać każdy krok i każde uderzenie o asfalt. Nie było to przyjemne, ale czekała mnie zmiana podłoża na dukt leśny. Jeszcze nie wiedziałam, że to zmiana na gorsze! Mimo, że podeszwa buta wydaje się być grubsza i miękka – czułam na stopie każdy kamień, na który nadepnęłam. Musiałam więc ich unikać. Im dalej w las, tym ścieżka była bardziej grząska i błotnista. Pomijam, że szkoda mi było uwalić nowe buty w błocie. Miękkość podłoża z miękką podeszwą buta to nie jest dobre połączenie. W końcu natura jest tak stworzona, że  przyciągają się przeciwieństwa, a nie podobieństwa. Grzęzłam zatem w tym błocie szukając odrobinę twardszej nawierzchni. Jak już dotarłam do drogi asfaltowej… moje nogi były tak zmęczone, że nie chciały biec. Nadmierna praca mięśni stóp wymusiła na łydkach i czworogłowych uda wysiłek, jakiego nie znały. 19 km to zdecydowanie za długa trasa dla tego typu butów – jak na pierwszy raz! Podsumowując: dałam się omamić miękkością… zauroczona rzuciłam się na głęboką wodę, co mogło się zakończyć pójściem na dno! Na szczęście wyszłam z tego cało, ale moje nogi czują się jak po maratonie… jeśli chodzi o stawy, to nie pisnęły słowem. Ucierpiały tylko i wyłącznie mięśnie, które powinnam stopniowo przyzwyczajać do tego rodzaju obuwia… zmiana okazała się mało subtelna i w pewnym momencie zaczęłam tęsknić za starymi butami. W związku z tym zauroczenie pękło jak bańka mydlana i zostałam sprowadzona na ziemię. Nie zaiskrzyło… ale chyba każdy zasługuje na drugą szansę? Myślę, że się jakoś dotrzemy. Ale potrzebujemy czasu i wzajemnego zrozumienia…

sobota, 6 kwietnia 2013

Reebok RealFlex Transition :)


Pojechałam na małe zakupy... w planie było kupno szpilek na ślub przyjaciółki :) ale jak to u kobiety... plany uległy zmianie! Z zakupów wróciłam z nową parą butów do biegania :D Przyszedł czas rozstać się z ulubionymi adidasami (trail kanadia 4) które katowałam przez 1,5 roku. Były idealne na każdą pogodę. Upał, mróz, deszcz, śnieg... niezawodne w każdych warunkach! Perfekcyjnie dopasowane do stopy, niczym druga skóra, pozwalały czuć każdy krok :) Naprawdę jestem z nich bardzo zadowolona! Wiele razem przeszliśmy, a raczej przebiegliśmy :) Wszystkie wzloty i upadki na trasie, chwile zwątpienia i radości...były jak przyjaciel, który nie pytając o nic był ze mną dotrzymując mi kroku. Dlaczego muszę się z nimi rozstać? Generalnie przez cały ten czas nie zniszczyły się zbyt mocno. Nawet podeszwa się nie wytarła. A bieżnik, który posiada wypustki ułatwiające przyczepność, również jest w stanie dobrym. Nawet bardzo :) Ale... zimą, tą długą, której każdy ma już dość, nie litowałam się nad nimi i zanurzałam je w kąpieli śnieżnej, błocie, kałużach... miały prawo więc powycierać się w środku. Nie sądziłam jednak, że będą takie niewdzięczne i odezwą się poprzez obtarcia pięt :/ no cóż... chciałam je jakoś reanimować i pozszywać... Nawet przeszło mi przez myśl, żeby kupić ten sam model! Ale znalazłam inne i sądzę, że ciekawsze :) Czy zamiana trailówek na buty, które przeznaczone są do biegania "naturalnego" (Reebok RealFlex Transition) okaże się dobrym wyborem? Opinie są różne... jutro będę je testować :) to będzie nasza pierwsza randka i mam nadzieję, że zaiskrzy między nami :D Wiem, że wygląd nie powinien być istotny, ale dla mnie jest :) Jestem bardzo wybredna i muszą być nie tylko wygodne, ale i ładne :) Te są... ujęły mnie kolorystyką :) a od tego już... do zakochania jeden krok :D

piątek, 5 kwietnia 2013

Zmusiłam nogi do interwałów...ale co się głowa musiała nagadać do tych leniwych nóg! I tłumaczę najpierw lewej, potem prawej i mówię im, że będzie fajnie, a one jakby się zmówiły i mówią: NIE! No to ja znowu, że dadzą radę, że są zdolne, że razem potrafią zdziałać cuda! A one dalej stroją fochy... no to biorę je podstępem i zaczynam negocjacje... tłumacząc im, jak krowie na rowie, że to dla ich dobra, że dzięki interwałom będą szybsze i sprawniejsze i powolutku przyspieszam - tak, żeby nie zorientowały się do czego zmierzam... nim zrozumiały, co je czeka zaczęły współpracować. W końcu! Ale nie na długo... po pierwszym maksymalnym przyspieszeniu stanęły zdziwione i wyraźnie zasygnalizowały, że tak się bawić nie będziemy! Cholerka... A miało być tak pięknie :) Ciąg dalszy negocjacji przyniósł efekty w postaci wspólnego kompromisu. Robimy fartleki, a w zamian za to nagroda: po treningu warzywa z łososiem :) w ten sposób zapanowała zgoda i nogi zabrały się do pracy :D współpraca była owocna a nagroda smaczna :D

wtorek, 2 kwietnia 2013

Gdzieś pomiędzy moimi nie do końca ogarniętymi myślami zrodziła się dziś nowa myśl :D Bo niby każdy trenuje, coś robi... ale po co? By być silniejszym, lepszym. Podnosimy poprzeczkę do góry i zwiększamy wysiłek. Po co? By być jeszcze lepszym. I moje pytanie: gdzie znajduje się granica wytrzymałości? I jak bardzo jest cienka? Przesuwamy granice co raz dalej i jeszcze dalej, jakby była z gumy...czy kiedykolwiek uda się ją rozciągnąć na maksa, tak, że bardziej się już nie będzie dało? Gdzie kończy się ta granica? O ile kiedykolwiek może się skończyć... to wszystko zależy od nas samych! Nasz charakter, silna psychika wyznacza tą granicę. Im jest mocniejsza, tym szybciej pokonujemy ścianę. Rozbijamy ją pędząc dalej. Zaliczamy kolejny level, jak w grze. I ciągle pniemy się do góry. Wyżej i dalej i szybciej i mocniej, bez końca. Bo sport to nie tylko trening na kondycję fizyczną - psychiczna również się wzmacnia tworząc żelazną skorupę. Ta jest w stanie pokonać wszystko, nawet skrajne granice wytrzymałości :)