środa, 31 grudnia 2014

Nowy Rok! Nowe wyzwania - Nowa energia :)


Wszyscy robią podsumowanie roku. Coś w tym jest, że Nowy Rok to magiczny czas, kiedy na chwilę zwalniamy tempo i jest czas na pewne refleksje... Nawet Zabiegana przestaje być na moment zabiegana  Cóż mogę powiedzieć  ten rok był dla mnie szczególny, a następny zapowiada się jeszcze lepiej  wszystko pojawiło się niespodziewanie, bez planowania. Nigdy nie wiesz, za którym zakrętem, będzie czekać "niespodzianka". Trzeba jednak mieć odwagę, by z niej skorzystać. Pewna mądra głowa powiedziała mi kiedyś: chwyć życie za jaja!!!


Chwyciłam...i od jakiegoś czasu jesteście świadkami tego, jak przewracam swoje życie do góry nogami... Już jestem bliżej niż dalej  ciągle biegnę do jednego, obranego celu. Każdy trening, każdy krok pozwala się do niego zbliżyć. I choć emocje się uspokoiły, wciąż pozostaje lekki strach przed nowym, nieznanym  Jednak każda zmiana jest krokiem ku lepszemu i wierzę, że mi się uda  bo jest mobilizacja, determinacja, siła, która napędza do działania  są ludzie, którzy wspierają w chwilach zwątpienia i co najważniejsze...jest chęć bycia lepszą niż byłam wczoraj. 


I Wam w Nowym Roku życzę fantastycznych życiówek i spełnienia wszelkich marzeń, celów, by każdy dzień był lepszy od poprzedniego!

No i szampańskiej imprezy oczywiście!!!   

Nowy Rok - Nowe wyzwania - Nowa energia ! ! !

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Ucieczka przed własnym cieniem... nieudana ;)


7 km z adrenaliną w tle...
No bo wyszło dziecko roztrzepane pobiegać, a tu nagle... CIEMNOŚĆ!  hehe no i biegnę po omacku, mróz szczypie w tyłek, wiatr targa czerep, w międzyczasie uważam, żeby nie wywinąć orła na krzywym chodniku  aż dotarłam do bezpiecznej, bo równej niczym blat stołu, drogi asfaltowej, aczkolwiek biegnącej pomiędzy lasem a drogą krajową  No... a ja na tej drodze... bez oświetlenia! To znaczy oświetlenie było, przez moment - jak jakieś auto przejechało  

Tylko że w drodze powrotnej tą samą drogą...ktoś jakby podłączył się pod mój trening! No to przyspieszam... widzę, że jakiś cień się do mnie zbliża, więc przyspieszam jeszcze bardziej! GPS już dawno się zgubił, a cień biegnie dalej... cholera! 

Po jakimś kilometrze bezskutecznej ucieczki rozkminiłam, co tu się tak naprawdę wyprawia... no ładnie!!! Żeby tak przed własnym cieniem uciekać!!! Już drugi raz dałam się tak nabrać!  Oj Anka, Anka...  Już kiedyś (jakieś 2-3 lata temu) też biegałam w całkowitych ciemnościach i tiry nadjeżdżające zza moich pleców tak oświetlały drogę, że mój cień wyglądał, jakby mnie gonił... skubany!
Co więcej... luźny kucyk z włosów tak się miotał na wietrze, że zaplątał się w słuchawki (nie wiem jak) i w pewnym momencie prawie zapiszczałam, bo myślałam, że ktoś ciągnie mnie za włosy  Wyobrażacie to sobie?? Biegnie laska ciemną drogą i piszczy bo wiatr jej włosy targa  hahaha Wariatka! 

Adrenalina pozwoliła na mocne przyspieszenie (średnie tempo 4:46/km) i tym samym przestałam czuć, że mróz mnie podszczypuje po tyłku  było przyjemnie  

Nie wiem jak Wy, ale ja tam lubię czuć odrobinę adrenalinki