Już raz pisałam, jak podczas
rozwijania się pasji zwijają się znajomości. Kurczą się, jak bluzka w praniu.
Samoistnie, bez specjalnych zabiegów czy starań. Naturalna selekcja. Niektórzy
pomyślą, że od tego biegania w głowie nam się przewróciło. Że od ciągłych
podskoków i przeskoków ten orzeszek w głowie obtłukł się jak jabłko, które już
jest mało atrakcyjne.
Ten orzeszek może i tłucze się po
głowie, ale dzięki tym wstrząsom doznał olśnienia. Nie tylko podczas biegania.
Nie będę tu wywyższać tej dziedziny sportu, bo nie tylko my tłuczemy orzechem
po czaszce. Całe grono szanownych sportowców zna ten problem. Chociaż... czy
faktycznie jest to problem? Dla innych owszem, ale nie dla nas :)
Otóż ów orzeszek, jak już go tak
nastukamy, zostaje pobudzony do lepszego myślenia i funkcjonowania.
Zaczadziliśmy go oparami z
endorfin, dzięki którym wyluzowani uśmiechamy się do wszystkiego wokół. Totalny
odlot, jak na haju. I właśnie taki stan pozwala nam nie reagować na wspomniane
wcześniej kurczenie się znajomości. Mowa o tych, którzy próbują nam ten stan
bezczelnie zatruć. I nie chodzi mi o zwyczajne marudzenie typu "Znowu nie
idziesz z nami na imprezę" lub "Stary daj spokój, chodź na piwo"
- tego typu teksty to pikuś :)
Czas przejść na wyższy level!
Pewnie się teraz zastanawiasz, co
mam na myśli. Część z Was już pewnie wie o czym mowa :) ale rozjaśnię temat.
Level nr 2: zawiść, zazdrość,
kompleksy i chęć podniesienia własnego ego kosztem drugiej osoby.
Generalnie mało konstruktywna
krytyka mnie nie rusza. Ta bardziej irracjonalna może ewentualnie wywołać jakiś
lekki uśmiech. Choć to i tak za dużo powiedziane. Delikatne uniesienie prawego
kącika ust... w zupełności wystarczy. Na więcej nie ma sensu się wysilać :)
Pytanie tylko, skąd w ludziach
tyle jadu i zawiści?
Odpowiedź jest prosta :) nie wciągają
endorfin, trują się od środka chcąc przy tym zatruć życie innym. Bo skoro im
coś nie wychodzi, to dlaczego miałoby wychodzić innym?
To tak, jak z kobietami... wiem,
że jestem jedną z nich, ale nie mam zamiaru ich bronić. Przynajmniej w tym
przypadku. No bo jak wytłumaczyć chorą zazdrość?
"Nie lubię jej, bo jest
ładniejsza, ma większy biust albo potrafi schować słonia w karafce". A jak
jeszcze nie daj boże powodzi się jej w życiu, tak ogólnie... oj! To wtedy ta
pierwsza poruszy niebo i ziemię, by tej drugiej się nie udało...
Na szczęście jestem tak
zaczadzona endorfinami, że nie obchodzi mnie co kto myśli, co kto zrobił i z
kim, a dlaczego, a po co?! Nie interesuje mnie też dlaczego mnie nie lubisz, bo
to nie jest mój problem ;)
W życiu mamy sprawiać przyjemność
sobie, a nie innym.
I jak tak sobie wyprzedzam myśli
i wybiegam nimi do przodu... nawet bardzo do przodu, to zdecydowanie nie widzę
się jako moher wiszący w oknie. Tzw. osiedlowy monitoring, który obserwuje co
kto zrobił, o której i z kim, a dlaczego w tą stronę skręcił, a nie poszedł
prosto...
Wisieć... to mi będzie dalej
wszystko i powiewać. Ewentualnie - o ile zdrowie pozwoli - wisieć będę wciąż -
na listach startowych imprez biegowych.
Bieganie (i nie tylko ten sport)
może bardzo przewartościować nasze życie. Powoduje, że inaczej odbieramy świat
i codzienne sytuacje. Dostrzegamy ludzi, którzy nam wiele dają, ale i takich,
którzy nas zatruwają bądź nie wnoszą nic wartościowego do naszego życia. O ile
Ci ostatni są nieszkodliwi, to ci trujący - do odsunięcia - nie warto o nich
zabiegać.
I zacytuję teraz koleżankę, która
pięknie to ujęła:
"Nie jestem zupą pomidorową,
żeby każdy musiał mnie lubić. Z makaronem czy z ryżem? Nie będę się dopasowywać
do gustów ludzi" - jak coś im nie pasuje, niech chodzą głodni ;)
"tłuczemy orzechem po czaszce" - podoba mi się ;)
OdpowiedzUsuń:) Zaczynam biegać, żeby zaczadzić się endorfinami i mieć gadanie co niektórych w...owych oparach właśnie:)
OdpowiedzUsuńPolecam! Naprawdę warto :) świat staje się piękniejszy! :)
OdpowiedzUsuńPodczas ostatniego, zimowego turnusu krasnala poznałam fantastyczną dziewczynę, też mamę niepełnosprawnego dziecka, która bardzo mnie namawiała na bieganie. Już kupiłam nawet buty i zbroję (żeby to i owo się nie urwało w czasie biegu;-) ) i czekałam na kolejnego kopa motywującego:) Chyba go właśnie dostałam;-)
UsuńCieszy mnie to bardzo :) trzymam kciuki i zapraszam do siebie na stronę :)na bieżąco staram się motywować wszystkich :) choć nie ukrywam, że troszkę się obijam z aktualizacją bloga... ale na Fb mój profil jest tak rozbiegany, że z pewnością uda się znaleźć tam coś dla siebie ;)
OdpowiedzUsuńDzięki, Aniu:)
Usuń